— Być może, być może, skoro pan tak powiada... Zresztą nie mam prawa żądać rachunku od pana... i gdyby pan chciał się żenić...
— Nie wiem nawet tego, czy ona by mnie zechciała.
— Jezusie! To się przecie samo przez się rozumie!
Był to okrzyk na wskroś szczery i towarzyszyło mu spojrzenie pełne przekonania; nie mogło podlegać wątpliwości, że każda dziewczyna przy zdrowych zmysłach uważałaby się za najszczęśliwszą, gdyby młynarz się z nią ożenił. Ten zaś tak gorąco i powszechnie pożądany, wpatrywał się w końce swoich butów i czuł, że się rumieni — nie tyle skutkiem podrażnionej próżności, jak raczej dlatego, że to naiwne wotum zaufania Lizy świadczyło o jej własnej skłonności.
— No nie, tylko tego by brakowało, aby dała panu kosza — zagadnęła Liza. — Jeżeli się pan chce żenić...
— Ale słuchajże, co powiadam: dotąd nie było o tym mowy... między nią a mną... — dodał to z trwożliwym pośpiechem, aby wyznanie najzupełniej zgadzało się z prawdą. — Poza tym nie przejmuj się tym wcale!... Gdyby w ogóle kiedyś do tego doszło... to jeszcze nieprędko. A i w takim razie nie byłoby konieczne, abyś odeszła... Bez służącej młyn się nie obejdzie...
— Czy pan naprawdę wierzy, że mogłabym tu pozostać, gdyby pani domu weszła do młyna?
Przystąpiła o krok bliżej, a młynarz wzdrygnął się. Chociaż z uporem patrzył w ziemię, czuł jej zuchwałe spojrzenie, widział, że jej usta się śmieją i że na twarzy widnieje odwrotność zadanego pytania: „Czy ja jestem zwyczajną służącą?... Czy nas nic nie wiąże? I czy więzy nie zacisną się między nami jeszcze silniej — wcześniej czy później — jeżeli tu pozostanę?”. On sam niejednokrotnie już zadawał sobie to pytanie i dawno już odpowiedział na nie energicznie: „Liza musi odejść!”. Byłoby to zbyt nietaktownym postąpieniem względem Hanny zatrzymać Lizę tylko dlatego, że słowo wyrwało mu się z ust. Ale dotychczas jeszcze decyzja nie zapadła!... Więc czemuż Liza nachodzi go i dręczy już teraz?
A ponieważ nie mógł odpowiedzieć na jej zapytanie, więc począł zagadywać gniewnym, niecierpliwym tonem:
— Mój Boże! Czegóż chcesz właściwie? Skoro sądzisz, że lepiej będzie jeżeli odejdziesz... Ale powiadam ci przecie, że dotychczas wcale nie było mowy o tym... jak się zdaje, powinno cię to uspokoić! Nie będziesz chyba wymagać, abym się zobowiązał, że nie ożenię się nigdy ani z tą, ani z inną.