— Na Boga, że też odważyłeś się na to? — zawołała Liza. — Mógłby cię przecież strasznie pokaleczyć!
— Kizia byłby wydrapał Pilatusowi oko, a ty gniewałabyś się na mnie z tego powodu — odpowiedział Lars dobrodusznie.
— Dzielny jesteś chłopak... Pfe, ty paskudny Pilatusie, wstydź się!
— Czy skończyłeś robotę na górze? — spytał Jörgen.
— Tak.
— A na dole?
— Także.
— No, zobaczymy — burknął Jörgen niedowierzająco.
Lars jednak był tak dumny z tego, co uczynił, i z pochwały, jaką usłyszał z ust Lizy, że sposób traktowania go przez starszego parobka nie wywarł na nim zgoła żadnego wrażenia. Wsadził ręce do kieszeni i oparł się o ramę drzwi.
„Tak, bardzo chętnie byś się mnie pozbył, ale ja stoję tutaj. Wydaje ci się, że piękna Liza cię lubi, ale czyś narażał swoją skórę, aby rozłączyć walczące koty?” — myślał Lars. Jörgen zmierzył go wściekłym spojrzeniem, które jednak nie odniosłoby skutku, nawet gdyby po drodze nie zagubiło się w mroku. Natomiast spojrzenie, jakim Liza obdarowała chłopca poprzez ramię — tymczasem bowiem słała drugie łóżko — dotarło szczęśliwie do celu. „Teraz spogląda na mnie! «Jest odważny» myśli o mnie. A może myśli także: «Chętnie ucałowałabym go za to»?”. Poczuł, że płoni się rumieńcem, i wzdrygnął się, gdy Liza przemówiła do niego.