— Larsie — rzekła — schowałam dla ciebie kawałek chleba z masłem i z serem i trochę piwa. Jeżeli masz na nie ochotę, znajdziesz je w czeladnej kuchni.
— Dziękuję ci, Lizo! — odparł Lars i wybiegł wzruszony do głębi tą troskliwością.
„A to się Jörgen rozzłości! Do licha! Jestem u niej w wielkich łaskach!”
„W ten sposób pozbyliśmy się go — pomyślał uradowany w duchu Jörgen. — Jak ona to sprytnie wymyśliła, aby pozostać ze mną sam na sam”.
Ale mylili się obaj. Albowiem w rzeczywistości był to chleb z masłem, na który ona sama nie miała ochoty, a piwo zaczynało już kwaśnieć.
IV
Podczas gdy Lars w czeladnej kuchni spożywał z nabożeństwem tę ucztę będącą dowodem życzliwości i rozmawiał z Chrystianem, który zjadł już swoją polewkę, ale nie miał ochoty wstawać, Jörgen siedział przy oknie, palił fajkę i opowiadał Lizie te piękne historie, jakie wyczytał w kalendarzu. Liza usiadła na łóżku i przysłuchiwała się uważnie; kiedy niekiedy okrzykiem wyrażała zdziwienie, że potrafił przeczytać i zapamiętać wszystko.
— A cóż się dalej stało? — spytała z napięciem.
— Otóż dalej już nie przeczytałem, bo zapadł mrok.
— To była zła dziewczyna.