Słyszała, jak młynarz wszedł do sieni, a potem udał się do kuchni, gdzie zaświecił światło. Ale — nasłuchiwała, podniósłszy się na łóżku z zapartym oddechem — nie? Nie dosłyszała drobno dreptających22 kroczków Janka.

Teraz wszedł do swej sypialni obok niej — sam!

Serce jej uderzyło gwałtownie — oczekiwaniem, a poniekąd także trwogą.

Młynarz chodził po pokoju i widocznie nie rozbierał się. Kroki jego świadczyły o wahaniu się, parokrotnie przybliżały się ku jej drzwiom. Teraz przystanął i długo stał cicho. Wydało się jej, że słyszy westchnienie. Niewątpliwie stał tuż przy drzwiach!

Zastukał.

Przeraziła się. Nie wiedziała, czy odpowiedzieć, czy też raczej udawać mądrze, że śpi.

Drzwi otwarły się po cichu.

— Lizo, czy już śpisz?

— Tak, panie, jest już późno, jak się zdaje, dochodzi dwunasta godzina.

— Doprawdy? — Młynarz spojrzał na zegarek. — Tak, niebawem wpół do dwunastej.