Stał niezdecydowany w drzwiach. Z prawej strony, nieco z tyłu, na umywalni w jego pokoju paliła się świeca, a promień światła muskał jego policzek, który wyglądał bardzo czerwono. Trzymał jeszcze ciągle w ręku zegarek i nie wiedział widocznie, co uczynić.

— Czy pan życzy sobie czegoś? Może wstać i ugotować panu herbaty?

— O nie, dziękuję.

— No więc o cóż chodzi?

Słysząc to bezpośrednie zapytanie i zniecierpliwiony ton głosu, uprzytomnił sobie z przykrością, że prawdę mówiąc, nie powinien niczego szukać w jej izbie, zwłaszcza w nocy, skoro nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego.

Szybko schował zegarek do kieszeni, jak gdyby obudził się nagle z głębokiego zamyślenia.

— Ach... właściwie... Czy słyszałaś grzmoty?

— Nie.

— Tak, grzmi, burza nadciąga. Może lepiej, abyś wstała.

— Jeżeli pan sobie tego życzy...