Liza z łatwością odczytywała jego myśli. Ku radosnemu zdumieniu zrozumiała, że i z tego niesłusznego podejrzenia może wyciągnąć korzyść.

Zakryła twarz rękami.

— Och, Jakubie! Ty przypuszczałeś...

— Nie przypuszczałem nic — mruknął młynarz, nie podnosząc oczu — nie pojmowałem tylko, jak strzelba dostała się do twojej szafy.

— Tak, tak... przypuszczałeś, że bywa tu u mnie jakiś mężczyzna.

Osunęła się na krzesło niby zdruzgotana.

— Zapomniałem całkiem o twoim bracie.

Słowa te brzmiały usprawiedliwiającym się tonem — to było przyznanie się do winy.

— Och, jak mogłeś...?! Jak mogłeś tak źle o mnie myśleć?!

— Nie myślałem wcale tak źle — protestował jej narzeczony. — Nie wiedziałem tylko, co o tym sądzić. Skądże bierze się tutaj strzelba twojego brata? Czy już dawno tu leży?