— Mój mąż pojechał! — zawołała.
— Kto?
— Mój mąż... mój mąż! — wrzasnęła mu w ucho.
Cofnął się o krok i wytrzeszczył oczy.
— Ślub?!
— Niebawem... pojechał do miasta... postarać się o list królewski... rozmówić się z proboszczem!
Jörgen ciągle wpatrywał się w nią z niedowierzaniem.
— To szczera prawda! — krzyknęła przez rękę zwiniętą w trąbkę i parokrotnie przytwierdziła energicznie głową.
Zdumiony Jörgen nie wiedział, czy śmiać się, czy płakać.
Pojmował, że wszelkie rozumowe argumenty każą mu się radować, ale jednocześnie doznawał wrażenia, jakby cios ugodził go w samo serce. I wpatrywał się w nią, nie wyrażając swych uczuć.