— Jak to? Nic nie mówisz? Nie cieszysz się?
Jörgen nie odpowiedział, natychmiast wskazał palcem obróżkę, którą teraz zauważył.
— Jenny... brat... zastrzelił!
Skinął głową na znak zrozumienia. Przypomniał sobie ów wieczór sierpniowy, kiedy siedzieli tam razem, a ona zwierzała mu się, że chce podmówić brata, aby zastrzelił sarenkę. A więc wszystko stało się tak, jak zapowiadała! Wydawało się to jakąś upiorną bajką.
— A Janek? — zawołał nagle, wyciągając rękę ku otwartym drzwiom, przez które widać było las na Sundzie.
Przytaknęła.
— Sama?
— Sama! — przytwierdziła z uśmiechem.
— Młynarz... wróci?
— Jutro.