— Tak jest... ale...
— No, zabieraj się do pracy, inaczej odchodzę.
Jörgen skierował się niechętnie ku drzwiom.
— Słuchaj no, Jörgenie!
Odwrócił się.
— Powiedz mi, o czym ty właściwie myślałeś, kiedy przyszłam i kiedy siedziałeś tak? — Naśladowała jego poprzednią pozycję.
— Myślałem o tobie i o tym, że mnie teraz nie cierpisz.
— Głupstwo!
— Jak to głupstwo? To, że mnie nie cierpisz?
— Ej, głupstwem jest wszystko, co gadasz. Lepiej nie słuchać wcale. No, marsz!