— Uważaj! — zawołał Jörgen i przytrzymał ją za rękaw. — Uważaj, bo inaczej spotka cię los Metty!

Hałas był tutaj znacznie mniejszy aniżeli na piętrze żarnowym, dzięki czemu uszy ich, wytrenowane już na dole, chwytały częściowo głośno wykrzykiwane zdania.

— A cóż się z nią stało?

— Skazano ją na łamanie kołem w wieży tortur, no, rozumiesz: zmiażdżono ją wielkimi kołami i poszarpano na kawałki.

— Ohydne!

Jej ciemne, pozbawione blasku oczy wpatrywały się w niego z badawczym niepokojem.

A jego ciałem wstrząsnął również dreszcz grozy. Ożyło dawne wyobrażenie młyna jako wieży tortur.

— I nie mogła już wyjść z wieży?

— Ależ pozbawiono ją życia!

— Tak, ale ja zapytuję, czy potem... kiedy już nie żyła... nie mogła wyjść?