— Co ty wyrabiasz, nicponiu? — wołała Liza. — Czy tak należy postępować z panią majstrową?!
— Tak mi się zdaje, a i ty tak samo sądzisz.
— Co?... Jesteś w dodatku bezwstydny! — wołała, szarpiąc jego kędzierzawą czuprynę opyloną mąką.
— Co dostanę, jeżeli dowiodę tego, co powiedziałem?
— W każdym razie weźmiesz cięgi... No, a więc?...
— Kiedyś powiedziałem, że niepotrzebnie jesteś taka nieprzystępna, bo nie jesteś jeszcze młynarką. Ty uśmiechnęłaś się... jak to ty umiesz... bardzo podstępnie i odpowiedziałaś: „Właśnie dlatego”.
Zaśmiała się figlarnie.
— Nie należałoby rozmawiać z tobą o poważnych rzeczach, masz nazbyt dobrą pamięć.
— Czemu wcześniej nie pomyślałaś o tym!? A mówiłaś przecie i to, że gdy zostaniesz wreszcie młynarką...
— Zamknijże nareszcie gębę! Powinieneś...