— Więc na przykład...

— Nie, nie... nie chcę słuchać — przerwała, zatykając sobie uszy.

— ...powiedziałaś, że będzie nam dobrze razem.

— Ty paskudny gałganie...! Puść mnie zaraz! Nie zniesiesz mnie chyba ze schodów.

— Czemuż by nie?

— Nie, nie!... Puszczaj mnie! Zgniewam się... naprawdę!

— Więc dotychczas nie gniewałaś się naprawdę?

Posadził ją po przeciwnej stronie ściskadła, ale przedtem wycałował porządnie, biorąc w ten sposób zapłatę za noszenie.

— No, więc pójdziemy! — zawołała Liza.

Zapomniała całkiem, że postanowiła pozostać na górze, aby zobaczyć naocznie obrót kaptura. Jörgen pamiętał o tym, ale nie miał bynajmniej ochoty odchodzić od niej.