— Jenny, Jenny, Jenny, Jenny... maleńka! — rozlegało się wśród jodeł.

Jeszcze parę chwil, i oto Janek i Hanna przeskoczyli przez rów, witając go radośnie.

— Przybywa pan zapewne, aby mi zabrać Janka?

— Istotnie, myślałem o tym. Jeżeli chce się go pani pozbyć, pojedzie ze mną do domu.

— O nie, bynajmniej nie chcemy się go pozbyć.

— Więc niech zostanie. Zresztą i tak muszę pojutrze wyjechać na kilka dni.

— O, w takim razie pozostanę tutaj jeszcze przez cały tydzień! — wołał Janek.

— Nieładnie okazywać takie nieumiarkowanie.

Lekkim trąceniem cugli popędził konia naprzód. Hanna i Janek szli obok wózka.

— Czy Wilhelm w domu?