Młynarz ucieszył się w tej chwili bardzo usłyszaną rano wiadomością, że strzelba Peera Vibe znajdowała się od paru dni i nocy w bezpiecznym ukryciu, w szafie Lizy.
Podeszli do domu. Młynarz rzucił lejce na grzbiet konia, zwolnił popręg i odwrócił się.
— Jak to? Nie wyprzęga pan?
— Szkoda trudu.
— A jednak! Koń będzie tu stał osowiały, a zagrzał się porządnie... W stajni jest ciepło, a jednocześnie nakarmi się wraz z kucykami.
— Słusznie, nie zabierze to wiele czasu.
Sześć rąk pracowało nad wyprzężeniem szweda. Odprowadzono go do stajni i zaopatrzono hojnie w owies i sieczkę.
— Wypije pan chyba filiżankę kawy? — zapytała Hanna, kiedy weszli do pokoju, a młynarz usiadł ciężko na kanapie. Wyglądał jak człowiek bardzo wyczerpany.
— Nie, nie... dziękuję — odmówił niemal z przestrachem, wspominając tę chwilę, kiedy po raz ostatni pił tutaj kawę.
— Więc czymże poczęstować pana? Może przynajmniej szklanką piwa?