— Ty tutaj? Chciałem właśnie pójść do ciebie.
— Do mnie?... tak późno?
— Tak, Jakubie... muszę pomówić z kimś... z jakimś mężczyzną... więc do kogoż innego pójść?
Położył rękę na ramieniu młynarza serdecznie, ale nieco przyciężko... niemal tak, jak gdyby szukał oparcia.
— Bywają chwile, kiedy człowiek potrzebuje pomocy przyjaciela, dobrego człowieka. Taka chwila dla mnie nadeszła. Jakubie! Czy słyszałeś dwa strzały?
— Dwa? A więc jednak...
— Jakubie! Zastrzeliłem Peera Vibe.
— Peer Vibe... nie żyje?!
Jedynego świadka, jakiego się obawiał, usunęła z drogi kula przyjaciela!
Ogarnęła go radość! Ogromna radość — ale jeszcze bardziej zgroza. Niesamowite uczucie, jakiego doznał poprzednio, odżyło, stało się pewnością: wydało mu się, że widzi diabelskie pazury, które wyrównują mu drogę, by cało wyszedł z opresji.