Młynarz jęknął i poruszył przecząco ręką.
Leśniczy pochylił się ku niemu, opierając łokcie na stole.
— Pojmuję to bardzo dobrze... chociaż, co się tyczy owego podejrzenia, nie powinieneś przywiązywać do tego wagi, albowiem nikt w to nie wierzy, z wyjątkiem jednego jedynego sędziego śledczego... No tak, prawnicy wszędzie wietrzą zbrodnię, bo specjalnie kształcą się w tym kierunku, on sam zaś jest człowiekiem młodym, który chciałby się odznaczyć. Zresztą zapewne i on także odmienił teraz zdanie, albowiem przesłuchanie wykazało dowodnie, że nie może być o tym mowy. Pojmuję doskonale, że gnębi cię wielki ciężar, ale nie powinieneś pod nim upadać. Musisz uświadomić sobie, że taka była wola boża, musisz znowu odzyskać chęć do życia, otrząsnąć się z tego przygnębienia... nie rozmyślać ustawicznie nad tą sprawą, albowiem nie prowadzi to do żadnego celu i nie warto łamać sobie nad tym głowy. Dlatego też sądzę, że byłoby najrozsądniejsze, gdybyś się wziął w kupę i poważnie zastanowił nad ożenieniem się.
Leśniczy oparł się na kanapie i odetchnął z głęboką ulgą jak człowiek, który pozbył się ciężkiego zadania.
— Dziękuję ci, Wilhelmie — rzekł młynarz — mówisz uczciwie, a wiem, że mi dobrze życzysz.
— Tak jest, Jakubie, i dlatego nie weźmiesz mi za złe, że jestem tak natarczywy. Wiem jednak, że brak ci właśnie odwagi do życia. Toteż powtarzam: musisz zacząć żyć na nowo, bowiem twoje obecne życie nie jest życiem!
— Tak, to prawda, nie jest życiem... przez całą zimę włóczyłem się tutaj z kąta w kąt... a teraz nadeszła wiosna... Ach, mój Boże! Boję się, że nie potrafię już żyć inaczej, Wilhelmie!
— O, to się wszystko odmieni.
Młynarz potrząsnął głową z niedowierzaniem.
— Poza tym, widzisz, jest to przecież wielka odpowiedzialność przywiązać do siebie młodą dziewczynę w takiej sytuacji... żal mi Hanny, doprawdy.