— Nie, Jakubie! Niepotrzebnie dręczysz się takimi urojeniami! Hanna nie jest bynajmniej podobna do większości dziewcząt, które marzą o rozkoszach... Nie, nie! Pojmuje ona dobrze, jakie czeka ją tutaj zadanie. Zaufaj jej tylko, a z pewnością nie przeliczysz się, ręczę ci za to.

— Czy nie sądzisz jednak, że to jeszcze trochę za wcześnie, by się żenić powtórnie? — spytał młynarz, usiłując wedle przyzwyczajenia wygrać na czasie.

— Tego nikt z pewnością nie powie... Jest to całkiem szczególna sytuacja. Nie zapominaj, że dzięki przesłuchaniom w sądzie twój stosunek do Hanny stał się powszechną tajemnicą; wszyscy wiedzą też, że twoja nieboszczka żona życzyła sobie tego małżeństwa. Twoja teściowa wygadała to sama... więc któż by uważał to małżeństwo ze niestosowne? A niedawno twoja teściowa oświadczyła także, że byłoby najlepiej, gdyby małżeństwo jak najrychlej doszło do skutku, albowiem błąkasz się tutaj i stajesz się wprost dziwakiem, jak powiedziała.

— Tak? Powiedziała tak?... Tak, tak...

II

Drzwi izby otwarły się, dziewczyna wniosła tacę z kawą.

Młynarz odetchnął z ulgą — było to bądź co bądź małe wytchnienie — a może teraz rozmowa skieruje się na mniej drażliwe tory? I twarz leśniczego zajaśniała pogodniejszym nastrojem. Nie dlatego, by specjalnie cieszył się widokiem kawy, ale w podaniu jej upatrywał obiecującą zapowiedź — przyjaciel powracał do dawnych dobrych przyzwyczajeń. Albowiem młynarz istotnie wyrzekł się całkiem przedpołudniowej kawy. Nie mógł jej pić, nie myśląc jednocześnie o owym przedpołudniu listopadowym, kiedy w rozmowie z Lizą wyrzekł rozstrzygające słowo. Dzisiaj pił znów po raz pierwszy kawę, głównie dlatego, aby jako uprzejmy gospodarz sprawić leśniczemu przyjemność.

Wypił łyk kawy i skrzywił się mimo woli. Nie była to kawa Lizy! Chrystyna także nie gotowała dobrej kawy — dziwne: jedna tylko Liza umiała mu utrafić do smaku. Czy też Hanna potrafiłaby przyrządzić filiżankę dobrej kawy? Z gorzkim uśmiechem spojrzał na leśniczego przekonany, że i przyjaciel zauważy nędzną jakość napoju w porównaniu z dawnym ulubionym trunkiem. Ale leśniczy nie znał się na jakości kawy, więc pił nieudaną ciecz, nie przeczuwał nic złego i uśmiechał się dobrodusznie, widząc, że i młynarz się uśmiecha. A potem napełniwszy filiżankę po raz drugi, podjął na nowo rozmowę:

— Nie. Jakubie, co się tego tyczy, to niepotrzebnie żywisz wątpliwości.

— Hm... Należałoby jednakże jeszcze się nad tym zastanowić, że tutaj w młynie... nie jest zbyt przytulnie... A więc może nie byłoby wskazane wprowadzenie tutaj młodej dziewczyny jako pani tego domu. Gdyby udało mi się sprzedać młyn... a potem kupić nowy... byłoby to może lepiej.