— Tak, ale zanim to nastąpi, przeminie rok albo i więcej... a tymczasem właśnie w tych ciężkich chwilach znalazłbyś w Hannie podporę.

— Nie, nie! Ty nie wiesz, co się tutaj dzieje. Nie. Gdybym mógł wprowadzić ją do innego młyna, gdzie nie byłoby tego wszystkiego... Wilhelmie!... Czy ty wierzysz w strachy?

Leśniczy wzdrygnął się mimo woli, usłyszawszy nagle to zapytanie.

— Nie widziałem ich nigdy w życiu, ale zapewne istnieją rozmaite strachy.

Młynarz pochylił się nad stołem i szepnął:

— Tutaj w młynie straszy!

— Naprawdę?

— Tak jest, i nie dziwię się temu. Nie mogło być inaczej. Już dawno oczekiwałem tego.

— Kiedy się to zaczęło?

— O... właściwie od razu. Najpierw kot...