— Pilatus?
— Tak. Jak ci wiadomo. Pilatus nie chodził dawniej nigdy do młyna... ale owego wieczoru był tam... widziałeś go przecie na własne oczy. Czy sądzisz, że od tej chwili opuścił młyn? Może raz, czy dwa razy zapędził się do kuchni lub na podwórze... ale od owego dnia zamieszkał na stałe w młynie, wypędziwszy stamtąd Kizię.
— Ano, Pilatus nie godził się zapewne z nową służącą, a młyn znał na wylot z dawniejszych czasów, kiedy jeszcze łowił tam myszy.
Młynarz uśmiechnął się szyderczo.
— Właśnie tak można by to wytłumaczyć, i to samo mówiłem Chrystianowi, który twierdzi, że w tym zwierzęciu siedzi jakaś diabelska siła. Wieczorem Pilatus przebywa zawsze na piętrze żarnowym. Kręci się w kółko... z prawej strony schodów... jak to tam wówczas widziałeś... kiedy niekiedy spogląda na górę i miauczy. I nie można go stamtąd wypędzić.
— Hm... to szczególne... Może po prostu kot oszalał, co się zdarza i innym zwierzętom... W każdym razie obserwowałem coś podobnego u jeleni... a psy także się wściekają.
Młynarz znowu się uśmiechnął z pewną wyrozumiałością, po czym przesunął swoje krzesło, usiadł tuż obok leśniczego i dotknął lekko jego łokcia.
— Krople kapią — szepnął.
— Co takiego?
— Krople kapią... na piętrze żarnowym.