— A gdyby tu straszyło, to jak sądzę, słyszelibyśmy te odgłosy nawet wśród największego hałasu młyna. No, ale strach musi się pospieszyć, bo nie zamierzam siedzieć tu zbyt długo.
— Zapewne zacznie straszyć dopiero wtedy, kiedy pan odejdzie.
— W takim razie zawołasz mnie.
Młynarz dosypał zboża, chcąc skrócić sobie czas pracą; nie mógł dłużej siedzieć bezczynnie i zadręczać się myślami.
— A gdzie się podział Pilatus dzisiaj? — zapytał, zeskakując ze skrzyni.
— Nie wiem i bardzo mnie to dziwi... zazwyczaj kręci się tutaj zawsze wieczorem, jak gdyby sam czart go popędzał.
— Nie ma nawet kota! — mruknął młynarz niemal gniewnym tonem. Właśnie dzisiaj, kiedy chciał okazać swą odwagę, nic absolutnie nie straszyło na piętrze żarnowym.
Minął jeszcze kwadrans. Młynarz kiedy niekiedy przykładał rękę do pracy, to znów wychodził na galeryjkę, chociaż musiał się poniekąd przezwyciężyć, by o tej porze wstępować na nią.
Chrystian stał znowu obok schodów i nasłuchiwał. Ogarniała go już rozpacz. Właśnie gdy się odwrócił, młynarz wszedł z powrotem, zbliżył się ku lampie i spojrzał na zegarek.
— No tak, teraz pójdę, minęła już dziesiąta.