— Nie zwichnęłaś chyba nogi? — zapytał troskliwie.
— O, nie! Już mogę stąpać.
— Zaniechaj tego! Usiądź tutaj na łóżku.
— Szkoda tylko, że znowu je rozburzę — zauważyła, uśmiechając się i sadowiąc na brzeżku łóżka.
— Pst! — szepnął nagle przerażony.
Usłyszał dziwny, niesamowity dźwięk dochodzący z oddali.
Drzwi do świetlicy były przymknięte. Zbliżył się ku nim.
Liza powstała z wysiłkiem i kulejąc postąpiła naprzód, chcąc mu towarzyszyć i ewentualnie dopomóc, gdyby zachodziła potrzeba. On gwałtownym skinieniem zatrzymał ją w miejscu i poszedł do pokoju chorej.
Chrystyna siedziała na łóżku, przyciskając lewą rękę do piersi, jęcząc i łapiąc chciwie powietrze. Szeroko rozwarte oczy nie widziały go wcale, nie zwróciła też uwagi na niego, gdy podtrzymywał jej drgające ciało.
Powoli spazm przeminął, górna część ciała zwiotczała i opadła w jego ramiona, głowa pochyliła się na piersi.