— Tak, kiedy ciało chyli się ku zagładzie, duch rozwija skrzydła, nieśmiertelność duszy objawia się dowodnie — oświadczyła Hanna z płonącym spojrzeniem, nieświadomie powtarzając frazes z jakiejś sekciarskiej broszury.
— Jakież to były siły, Jakubie?
— Wiedziała i słyszała to, czego cielesnym okiem i uchem dostrzec nie mogła... to było bezwarunkowo niemożliwe... wiedziała wszystko, co się dzieje w młynie.
— Hm... W takim razie i to pukanie nie było czymś zgoła nadzwyczajnym — oświadczył leśniczy.
— Może myślała o przyjaciołach w chwili śmierci, więc i o nas także.
— Tak, tak było istotnie. A nawet myślała specjalnie o pani... inaczej aniżeli o innych... z pewnym celem... jakby to powiedzieć... dlatego duch jej mógł powędrować ku pani, aby jednocześnie z ostatnią wolą przekazać pani niejako pewną spuściznę.
Młynarz wypowiedział te słowa w wielkim podnieceniu, równocześnie spojrzał jej dziwnie w oczy — było to to samo spojrzenie, jakim obrzucił ją przy wrotach cmentarnych, tylko jeszcze bardziej pogłębione mistycznie. Słowa młynarza wydały się jej dziwnie niezrozumiałe, a spojrzenie zaniepokoiło ją.
— A więc wspominała o Hannie? — pytał leśniczy.
— Prawdę mówiąc, nie bezpośrednio... nie wymieniła jej imienia... ale na pewno myślała wówczas o twojej siostrze. Wydawało się, że wprost uczepiła się tej myśli...
— Hm... więc cóż powiedziała?