Liza pochyliła się, jak gdyby poddając się pieszczocie kota i pogłaskała zwierzę.

— Tego nie wiem.

— Jak to?... Stałaś tam przecie i podsłuchiwałaś.

— Ja? Czyś ty stracił rozum?

— O tak, w spiżarni.

— Miałam tam robotę.

— Właśnie przy oknie?

— Tak, właśnie przy samym oknie. A ty musisz zawsze gdzieś stać i wypatrywać.

Jörgen roześmiał się drwiąco.

— Podsłuchiwałam? — mówiła dalej rozgniewanym tonem. — Nie wiem tylko, dlaczego miałabym podsłuchiwać. Czy to może mnie obchodzić, czy pani będzie żyła, czy nie?