— I w godzinę później usłyszeliście pukanie w okno, właśnie w chwili, kiedy konała w moich ramionach... tego nie można rozmaicie tłumaczyć.

Leśniczy pokiwał poważnie głową i w milczeniu spoglądał przed siebie. To, co mu teraz opowiadał młynarz, stało się niezwykłym potwierdzeniem tego, co on sam przemyśliwał o duchowym obudzeniu Jakuba. Jeżeli przedwczesny zgon Chrystyny był tą pobudką konieczną, by natura młynarza utraciła swą zbyt ziemską równowagę — to czyż w takim razie właśnie Hanna nie była wybrana widocznie do tego celu, by ostatecznie skierować tę naturę ku dającemu zbawienie przyszłemu życiu i by zaprowadzić jego przyjaciela do stóp Zbawiciela, którego dotychczas tylko ustami wyznawał?

— Jakubie — zapytał wreszcie — czy chcesz, abym powtórzył to Hannie?

— O nie... jeszcze nie teraz... może później. A zresztą uczyń tak, jak uważasz, że najlepiej... Zapytam tylko o jedno... jak sądzisz... czy ona mnie zechce?

— Czemuż by nie? Ceni cię bardzo, a twego Janka także kocha.

— Hm... przyszło mi na myśl... tak w Kopenhadze... tam musiała poznać wielu ludzi bardziej wykształconych aniżeli ja... a ubiegłej zimy bawiła tam znowu...

— Nie, nie... bądź spokojny. Dotąd nie żywi jeszcze zamiarów zamążpójścia. A przecież niebawem już nadejdzie chwila, że odda rękę mężczyźnie, takie już jest przeznaczenie kobiety. A zresztą, widzisz, jeżeli taka jest wola boska, to i ona ją odczuje, ta wola bowiem nie prowadzi na manowce tak jak nasza własna, grzeszna wola, zwłaszcza gdy namiętność ją zaślepi.

Młynarz patrzył w ziemię zawstydzony głęboko. Wiedział aż nadto dobrze, gdzie by zabłądziła jego własna, grzeszna wola, zaślepiona namiętnością, i był zadowolony, że leśniczy nie może czytać w jego myśli.

— Tak, w takim razie zostalibyśmy szwagrami, Wilhelmie — odezwał się, nie chcąc zwracać na siebie uwagi milczeniem.

— I nie byłoby to źle, jak sądzę — zaśmiał się leśniczy.