— Tak sądzę.
Leśniczy spojrzał na niego wyczekująco. Ale zdawało się, że wzrok młynarza grzebie się w miękkiej łące, walcząc z laską o pierwszeństwo.
— Otóż moja biedna Chrystyna pożegnała się już wówczas ze światem. To znaczy, nie myślała już więcej o sobie samej, ale wszystkie myśli poświęciła nam, którzyśmy pozostawali przy życiu. A potem mówiła, że gdybym się ożenił powtórnie... a mniemała, że powinienem to uczynić, albowiem będzie to pod każdym względem najlepiej, zwłaszcza dla dziecka... I gorąco przemawiała mi do serca... takimi pięknymi słowami... że przede wszystkim należy dbać o to, by wziąć za żonę religijną, chrześcijańską dziewczynę...
— Hm... tak... i sądzisz, że myślała o Hannie?
Jakub skinął głową.
— Hm... tak... być może... chociaż tu i ówdzie dokoła nas w niejednej rodzinie, jak sądzę, można znaleźć chrześcijańskiego ducha... co prawda, najczęściej trochę rozrzedzonego pod wpływem tych biorących górę światowych zamiłowań, o jakich mówiliśmy... ale Chrystyna zapewne nie kładła nacisku na tę surowość przekonań... Otóż, jak mówię, tu i ówdzie... więc na przykład rodzina Pawła Jensena w Alslev to naprawdę bogobojna rodzina, a są tam dwie córki w stosownym wieku... także dzierżawca probostwa w Skibby ma bardzo pobożną córkę, która bywa na wszystkich religijnych zebraniach... no, reszta rodziny niewiele warta.
— Nie, nie! — przerwał mu Jakub — nie było to tak nieokreślone, albowiem Chrystyna powiedziała także, że bywają ludzie, którzy okazują w przekonaniach pewną surowość i zbytnią gorliwość, a mówiąc to, miała was na myśli.
— Cóż to znaczy: zbytnią gorliwość? — uniósł się leśniczy. — Czyż my grzeszni ludzie możemy w ogóle...?
— Nie, nie, otóż chciała to powiedzieć, że ja nie powinienem się tym zrażać, ponieważ ci ludzie, jej zdaniem, postępują słusznie.
— Ach tak!