Choć grzmot straszliwy, powietrze przedziéra,
Ja wonne tylko, zewsząd czuie tchnienie!
Niech łéz obfite leią się strumienie;
Gdy ukochana ręka, łzy ociéra,
Swiat z oczów znika, niebo się otwiéra,
Zródłem szczęścia, staie się cierpienie!
Niech fala ięknie, niech burza zawyie,
Z sklepienia nieba grom za gromém biie;
Wpośród rozhukanych żywiołów boiu,
Duch, tobą zaięty, rozmyśla wpokoiu;