276. Wyspiański w Wyzwoleniu przelicytował Verlaine’a (...) przeciwstawiono poezji działanie — pierwiastek pałubiczny chciał, że Wyspiański puścił prędzej ode mnie w świat myśl na pozór podobną do jednej z tych, jakie się od dawna przygotowywały w mej pracowni, i popsuł mi tym sposobem świeżość i symetryczność oddziaływania na czytelników. Równocześnie powstał dla mnie ten punkt wstydliwy, że jako autorowi nieznanemu nie wypada mi „przypinać łatki” pisarzowi tak sławnemu jak Wyspiański, choćby dlatego, żeby się nie narazić na zarzut zazdrości. Sprawa jednak stanęła u nas w tym stadium, że absolutnie tej osobistości pominąć nie mogę. Wiem, że dorywcze załatwianie się tak z Wyspiańskim jak i z innymi naszymi autorami pociągnęło za sobą pewne jednostronności (w myśl [z rozdziału XIX: „wykazywanie teorii na przykładach odbywa się zwykle przy pomocy szachrajstw i jest właściwie niemożliwe, (...) ponieważ każda teoria jest tylko przybliżeniem, więc w ostatecznej instancji poezją, wieżyczką”; red. WL]), ale nie robiłbym tego, gdybym nie miał nadziei z każdym z nich kiedyś obszerniej się rozprawić. [przypis autorski]
277. aforyzm Maeterlincka — Przybyszewski, a za nim Zbierzchowski uważają refrain Maeterlincka: Et la tristesse de tout cela, o mon âme, et la tristesse de tout cela... za szczyt poezji, a ja za szczyt banalności. [przypis autorski]
278. twórca (...) rzeźbi w literacko-historiozoficzno-biblijno-filologiczno-symbolicznym volapüku — tworzy się np. nowego Don Juana, nowego Fausta (Twardowskiego), Konrada, Chrystusa, a pewien krytyk domaga się nawet polskiego diabła. Znam też jednego pełnego nadziei poetę, który chciał w swoim poemacie urządzić rendez-vous Don Quichota, Don Juana i... Hioba. [przypis autorski]
279. volapük a. wolapik — sztuczny język opracowany w 1879 r. przez Johanna Martina Schleyera w oparciu o łacinę, niemiecki, francuski i angielski (poprzednik esperanto); jego nazwa w tymże języku oznacza: „język ogólnoświatowy”. [przypis edytorski]
280. Nie! On spyta tylko: a ile tam kilogramów poezji? (...) — to pytanie jest jednak poniekąd uzasadnione ([rozdział XIII „tu trzeba muskułów w mózgu, aby podnieść olbrzymi ciężar. I ja wyprężam muskuły, popisuję się i podnoszę ciężary — może puste, fałszywe? Kto wie?”]), ale chodzi o to, że owo wytężenie mierzy się miarą pracy wziętej na serio, pracy tuż przy ziemi, a nie zaznaczonej symbolicznie. Nasi poeci posługują się wciąż banknotami, przekazami, a nie gotówką; np. mówi się o wielkich myślach, czynach, lotach, tajemnicach, ale nigdy się ich nie pokazuje, nie specjalizuje. Jest to twórczość trzymająca się tylko życia następczego; np. Sny Marii Dunin. [przypis autorski]