Był to wielki i tragiczny czas! Bo starożytne wieki wyrosły i wcieliły się w Rzym, i ten Rzym teraz, a w nim cała starożytność, leżał jak olbrzym na łożu boleści w trzy wiekowych kurczach śmierci; otoczyły go dwie przeciwne potęgi: gminoruchy i chrześciaństwo — niby duch ciemności i jasności, dwie mocy15 przeciwne nad łożem umierającego. Obie mają jeden cel: pogrzebać ciało, podzielić się jego puścizną i objąć rządy świata.

Gotowie i Frankowie zniszczyli panowanie Rzymu na zachodzie i sami nowe podnieśli dzielnice, czém materyalnie dokonaną została pierwsza połowa missyi ludów germańskich. Drugą połową było: zostać piastunami chrześciaństwa na rozwaliskach pogańskiego świata.

Napady Gotów na granice państwa rzymskiego w pierwszéj połowie trzeciego wieku zmusiły cesarza Aureliana, że im zdał prowincyę Dacyą16 na siedliska. Wtenczas to, w takiém już pobliżu Konstantynopola, zetknęły się z sobą dwa spokrewnione duchowe pierwiastki — i nauka Chrystusa przeszła do Gotów. W sto lat późniéj (360), już Ulfilas biskup mezogocki tłomaczył pismo św. na język gocki, już brał czynny udział w sporach dogmatycznych kościoła, i już podpisywał zasady Aryuszowe na zborze w Rimini. Aryanizm pozwalający odbywać obrządki i nabożeństwo w ojczystym języku szybko się rozkrzewił nietylko między Gotami ale i innymi ludami germańskimi. Za Gotami chrzcili się na Aryanów Wandale, Burgundowie, Swewowie, Longobardy; tak że powiedzieć można, iż się odszczepieństwem poczęło i odszczepieństwem skończyło posłannictwo chrześciańskie u Germanów.

Pod południowém niebem Hiszpanii i Włoch wyradza się w Gotach plemienność germańska. Słabieje i zaciera się północna sprężystość ducha w krajach fig i pomarańczy. Trzeba było do potoków dziejów napływu świeżéj krwi germańskiéj, trzeba było nowego ludu współplemiennego o młodzieńczych, krzepkich siłach, na któregoby się zlało posłannictwo, początkowo przez Gotów przejęte. Powstaje u północy, w samym końcu 5-go wieku, potężny naród Franków. Wedle podań Grzegorza z Tours, był to lud rosły, o jasnych włosach, opięto się noszący. Obyczaje i sposób życia jak u innych Germanów. Duma, niepohamowana żądza mordu i zemsty, rozkiełznane zamiłowanie wolności, nareszcie zdrada i niewiara cechowały Franków. Znajdujemy ich po raz pierwszy w okolicach Moguncyi w środku III-go wieku. Następnie posuwali się Renem aż do ujścia i zajmowali dzisiejsze Niderlandy. Nazwisko Franków, znaczące Wolnych, obejmowało wiele połączonych ludów, jako to Sigambrów, Chattów, Chamanów i innych pomniejszych. Pod Merowingami, w długiém następstwie królów, wyrósł ten naród na młodziana, i pod Klodoweuszem uczuł się w swojéj sile. Zwycięstwo odniesione nad Allemanami w bitwie pod Zülpich (496) wprowadza Franków na scenę dziejową. Na tych to polach, gdzie się wedle podań kronikarzy, Klodoweuszowi miał okazać znak krzyża na niebie17, na onych polach przeszło posłannictwo z Gotów na Franków. Nic prawdziwszego nad owe godło18 krzyża: „in hoc signo vinces19”.

Ochrzczenie się Franków na wiarę katolicką było najważniejszym wypadkiem owoczesnym. W Rzymie, na ruinach kapitolu i świątyni Jowisza kapitolińskiego, powstała stolica św. Piotra i Pawła — plan rzucony na tysiąc lat i więcéj, stanowisko naprzód wytknięte, jawne, widoczne, że Rzym po raz drugi miał zostać światowładnym, zapanować nad narodami potęgą ducha, nie wojska, kierować je słabą laską pasterską, nie berłem ni buławą. Ale téj potędze ducha znowu trzeba było materyi, trzeba było ludu z którymby się zjednoczyła, na któregoby barkach powstała i podniosła się do wysokości, i została skałą na któréj miał być zbudowany kościół, przeciw któremu i bramy piekła nie przemogą. Nieprzydatne na taką podstawę były ludy dawnych prowincyi rzymskich; jedne rozsypujące się bo zębem czasu podcięte, inne niespójne jak piasek. Ludy germańskie odszczepiły się na Aryanizm. Nie było więc materyi dla ducha. Dał ją Klodoweusz z ludem którym władał, przyjąwszy chrzest na obrządek kościoła łacińskiego. Odtąd kościół katolicki zrósł się z interesem Franków, upatrywał w ich monarchach najdzielniejszych swoich obrońców, i popierany przez nich, popierał ich nawzajem całą potęgą swoją.

Tą siłą moralną wsparta, nie upadła monarchia Franków przez Klodoweusza ugruntowana, mimo nieustannych następnych podziałów, mimo zbrodni panujących tam królów i zupełnéj ich niedołężności. Wielki geniusz Napoleona nie dojrzał tego ścisłego związku jaki zachodzi między Francyą a kościołem katolickim, i upadek jego w wielkiéj części idzie na karb téj niewiadomości. Dziś jeszcze, choć po 13-stu z okładem wiekach, może nie od rzeczy przytacza dziennik jeden francuski, że ożenienie się księcia Joinville z księżniczką brazylijską uważa dla tego za nader ważny wypadek, iż się Francya na nowo nowym związkiem czysto katolickim umocni.

Tego związku początki, silne, potężnie ujęte mamy w Klodoweuszu i w przejściu jego na łono kościoła katolickiego. Frankowie uczynili krok daléj w missyi dziejowéj by zostać piastunami chrześciaństwa; bo kiedy Aryanizm Gotów był sektą tylko, chrześciaństwo Franków było katolickie i trzymało się głowy kościoła.

W imię kościoła którego się głosił wyznawcą z ludem swoim, szerzył Klodoweusz granice państwa w dwie przeciwne strony: ku Pyreneom i ku Ardennom, ku brzegom dwóch mórz: śródziemnego i niemieckiego. Wojował Wizygotów i Burgundów ażeby uwolnić z pod jarzma kacerzy duchowieństwo i lud katolicki. Karol Wielki tak późniéj wojował Sasów a Ottonowie narody słowiańskie.

Tą samą polityką którą się wyniósł Klodoweusz, wynieśli się potém marszałkowie dworu, tak nazwani majores domus, zrazu w dożywotniém zostający posiadaniu władzy, a późniéj w dziedziczném. Rzym był tu znowu ten kolos potężny, o który oparci kopnęli nogą spruchniałe trony Merowingów, na dwu połowicach wielkiego państwa Franków, w Austrazyi i Neustrazyi wystawione.

Karol Martel, syn Pipina z Herystalu, pierwszy przyjął tytuł księcia Neustrazyi. Pod nim stwierdziło się czynem chrześciaństwo Franków. W środku siódmego wieku powstał Mahomet prorok, i koran — kodeks nowéj religii. Nie rozłączył on, jak to uczyniła nauka Chrystusa, władzy świeckiéj od władzy duchownéj, ale obie w jednéj osobie połączył — w osobie proroka i wojownika, króla i papieża. Wiara nowa, silna takiém połączeniem, niespełna w sto lat rozpostarła się na trzy części świata: przeszła z Mekki z jednéj strony aż po Indus, z drugiéj przez Egipt i całą północną Afrykę aż do morza atlantyckiego. Tam gdzie się Afryka z Europą jakby progami olbrzymiemi styka, tam stanął Arab z koranem i mieczem w ręku, i wkroczył do Europy. Gebraltar (Gebel al Tarik, przedgórze Taryka), jest po dziś pamiątką tego kroku ważnego w dziejach. Padło już państwo Wizygotów, i powódź Arabów fanatycznych wylała się za Pyreneje (731). Chrześciańskie wojska legły pod Arles i kraj cały po Loarę i Saonę zajęły. Ostatniém przedmurzem chrześciaństwa byli już tylko Frankowie. Tu, jak późniéj po raz ostatni pod Wiedniem, ważyła się cała przyszłość świata; rozstrzygały się losy czy świat miał być mahometański czy chrześciański. Pod Poitiers (732) zwarły się wojska — zbrojne zastępy: jedne w imię Chrystusa, drugie w imię Mahometa. Karol Martel dowodził chrześcianami. Zacięta, długa i trudna była walka, „aż przecie sążnisty i mężny ród Niemców murem piersi swoich i żelazném ramieniem rozbił zastępy Arabów”. Tak się wyraża Roderyk Toletański, dając znać, że plemiona niemieckie (gens germana) uratowały chrześciaństwo.