który jest jak lawa wylewa się

na ulicę Gęsta ślina w ustach

na widok rozrzuconych nóg pod cienką kołdrą

kropelka śluzu pojawia się znika czeka

pochwa by pochwycić dłoń palec cokolwiek

Któregoś dnia odszedłem padał śnieg

tramwaje odprowadziły mnie za miasto

szedłem szosą w stronę rodzinnego południa

szeleściły w plecaku pamiątki młodości

trochę zdjęć pożółkłe ulotki mapa Masywu Śnieżnika