wisiały w powietrzu zwielokrotnione języki

— za plecami berberys, pogańskie lusterko,

bezkarnie po żytach błądziły obłoki

w konkursie kto wyżej — wygrała wieżyczka

na pobliskiej górze,

dalej Sarny, Ścinawka, Góra Wszystkich Świętych,

żyć, umierać, pisać,

czytać na przystanku „przepraszam za wszystko”.

Byłem synem wiatru, jestem córką deszczu,

po czterdziestce powietrze uchodzi,