smutne ogniska, przy których ludzie

z opuszczonymi głowami

na krawędzi obłoków. Wiatr wiał,

ale słychać było niechęć

i zrzędzenie losu;

stało, co się miało ruszać,

co się kiedyś ruszało

w dzieciństwie, śniło

Psy wskakiwały na mur, liżąc

twoje ślady