w szkołach, uczyłem je poprawnej pisowni

własnych nazwisk, wpatrywały się we mnie

jak w maszynistę, wybierałem z nich

najlepsze do składu na mecz

z sąsiednią biedą i kiedy obrzucały się błotem

na boisku pod hałdą, miałem łzy w oczach.

Wiem, miało być o Bogu.