połyka je horyzont, chłodzi wiatr.

Kobieta drzemie, a spod jej nóg

ucieka ziemia. Agresywny pot,

ale nawet mi nie staje;

robi się starzec ze mnie, powoli

smakuję ten chleb, niosę trumnę,

ocieram się o sąsiedni grób.

a potem przebieram palcami,

sypiąc na twoją twarz

kamyczki, muszelki, grudki. Ciemność