Zakopywano zwłoki sarny

i dano mi to oglądać przez ramię. We śnie

pisałem wiersze, nie oglądając się

na D.Ś., M.G., na nikogo.

Teraz, przebudzony, budziłem niesmak

mieszając rzeczy, podnosząc sweter,

rozrzucone gazety.

Mówcie, co chcecie.

Zastanówcie się, co mówicie.

Dowolne nazwiska: kryją się w płytkich okopach sensu.