Czy cały system potrzeb opiera się na przeświadczeniu, czy też na całości produkcji? Najczęściej potrzeby rodzi produkcja, czyli oparta na produkcji całość stosunków. Handel światowy obraca się prawie wyłącznie wokół potrzeb nie indywidualnej konsumpcji, lecz produkcji. Wybierzmy odmiennego rodzaju przykład: czy potrzeba notariuszy rejentów nie każe zakładać określonego prawa cywilnego, a to ostatnie znowu czyż nie jest wyrazem określonego stadium rozwoju własności, tj. produkcji?
Nie dość jeszcze p. Proudhonowi, że ze stosunku podaży do popytu wykluczył omawiane przez nas czynniki. Doprowadza abstrakcję do ostateczności, zlewając ogół wytwórców w jedną osobę, w jednego wytwórcę, a ogół spożywców w jednego spożywcę i twierdząc, że walka się toczy między tymi dwiema chimerycznymi65 postaciami. Ale w realnym świecie rzeczy podążają innym torem. Konkurencja wśród samych dostarczających towary, jak też wśród samych nabywców stanowi konieczny składnik walki między sprzedawcami a kupującymi, walki ustanawiającej wartość wymienną.
Wykluczywszy koszty produkcji i konkurencji, p. Proudhon mógł już dowolnie doprowadzić formułę podaży i popytu do absurdu:
„Podaż i popyt — powiada — nie są niczym innym, tylko dwiema konwencjonalnymi formami służącymi do tego, aby przeciwstawić sobie wartość wymienną a użytkową i wywołać ich obieg. Są to dwa bieguny elektryczne, których połączenie ma wywołać zjawisko powinowactwa zwane wymianą” (t. I, str. 47 i 50).
Z taką samą racją można by powiedzieć, że wymiana jest jedynie „konwencjonalną formą”, aby spożywcę sprowadzić do przedmiotu spożycia. Również można by powiedzieć, że wszystkie stosunki ekonomiczne są jedynie „konwencjonalnymi formami” w celu ułatwienia bezpośredniego spożycia. Podaż i popyt są to stosunki właściwe pewnej określonej produkcji — nie mniej i nie więcej niż jednostkowe wymiany.
W czym więc zawiera się cała dialektyka p. Proudhona?
W zastąpieniu wartości użytkowej i wartości wymiennej, podaży i popytu pojęciami abstrakcyjnymi i sprzecznymi, takimi jak rzadkość i obfitość, użytek i opinia, jeden wytwórca i jeden konsument, obaj rycerze wolnej woli.
I do czego w ten sposób dojść?
Do zachowania sobie możności wprowadzenia później jednego z elementów, dotąd pomijanego, kosztów produkcji, jako syntezy wartości użytkowej i wartości wymiennej. W taki sposób w jego oczach koszty produkcji tworzą wartość syntetyczną, czyli wartość ukonstytuowaną.