W obecnym społeczeństwie, w przemyśle opartym na indywidualnej wymianie, anarchia produkcji, ta rodzicielka tylu nieszczęść, stanowi zarazem źródło wszelkiego postępu.
A zatem z jedno dwojga:
Albo chcecie słusznej proporcjonalności z ubiegłych stuleci wraz ze środkami wytwórczymi naszych czasów, a wtedy jesteście wstecznikami i utopistami.
Albo też żądacie postępu bez anarchii; wtedy, by utrzymać obecne siły wytwórcze, trzeba się wyrzec indywidualnej wymiany.
Wymiana indywidualna da się pogodzić jedynie z drobnym przemysłem minionych stuleci i z właściwą im „słuszną proporcjonalnością”, albo też z wielkim przemysłem, lecz wtedy za nią postępuje cała przepaść nędzy i anarchii.
A więc w ostatecznym rezultacie: określanie wartości czasem pracy, tj. formuła, którą p. Proudhon przedstawia nam jako rzecz, która powinna odrodzić całą przyszłość, jest jedynie naukowym wyrażeniem ekonomicznych stosunków obecnego społeczeństwa, jak to już przed p. Proudhonem dobitnie i jasno dowiódł Ricardo.
Ale może zastosowanie „równościowe” tej formuły należy do p. Proudhona? Może on pierwszy wpadł na myśl reformowania przez to społeczeństwa, że zamienił wszystkich ludzi w bezpośrednich robotników wymieniających równe ilości pracy? Czy ma prawo komunistom — tym ludziom pozbawionym znajomości ekonomii, tym „ciężko głupim” istotom, tym „niebiańskim marzycielom” — czynić zarzut, że nie wpadli przed nim na to „rozwiązanie kwestii proletariatu”?
Kto choć cokolwiek jest obeznany z rozwojem ekonomii politycznej w Anglii, ten wie, że prawie wszyscy socjaliści tamtejsi w różnych czasach proponowali równościowe zastosowanie teorii Ricarda. Możemy przytoczyć p. Proudhonowi Political Economy Hodgskina (1822); Wiliama Thomsona An Inquiry into the Principles of the Distribution of Wealth, most Conductive to Human Happiness (1827); T. R. Edmondsa Practical, Moral and Political Economy (1828) itd., itd. i jeszcze cztery stronice „itd.”. Ograniczymy się jedynie do zacytowania jednego komunisty angielskiego, p. Braya84. Przytoczymy najwybitniejsze ustępy z jego wybitnego dzieła, Labours Wrongs and Labour’s Remedy, Leeds 1839, i zatrzymamy się nad tym nieco dłużej, gdyż po pierwsze p. Bray mało jest znany we Francji, zaś po drugie, ponieważ, jak sądzimy, znaleźliśmy tu klucz do przeszłych, teraźniejszych i przyszłych prac p. Proudhona.
Jedynym środkiem dojścia do prawdy jest wyjaśnić sobie zasadnicze pojęcia. Zajrzyjmy do źródła, skąd wyłoniły się rządy. Po gruntownym zbadaniu kwestii znajdziemy, że każda forma rządu, każda niesprawiedliwość społeczna i polityczna pochodzi z obecnie panującego systemu społecznego, z instytucji własności, jaka dzisiaj istnieje, i że aby raz na zawsze położyć kres dzisiejszej niesprawiedliwości i nędzy, należy z gruntu zburzyć obecny ustrój społeczny. Atakując ekonomistów na ich własnym terytorium i ich własnym orężem, przeszkadzamy bezmyślnej paplaninie doktrynerów i zwolenników podziału, zawsze chętnych do popisywania się. Ekonomiści nie zdołają zaprzeczyć wnioskom, do których dojdziemy tą metodą, chyba że odrzucą lub zanegują ogólnie uznane pewniki i zasady, na których opierają swoją własną argumentację” (str. 17 i 41). „Jedynie praca stwarza wartość... każdy człowiek ma niezaprzeczalne prawo do tego wszystkiego, co zdołał stworzyć swą uczciwą pracą. Przywłaszczając sobie w ten sposób owoce swej pracy, nie popełnia żadnej niesprawiedliwości względem innych, gdyż nikomu nie odbiera prawa tak samo postępować... Wszelkie pojęcia niższości i wyższości, pana i sługi, stąd wynikają, że zaniedbano najelementarniejsze zasady i że wskutek tego powstała nierówność posiadania. Dopóki będzie istniała taka nierówność, dopóty nie będzie można wykorzenić tych pojęć ani znieść opierających się na nich instytucji. Do dziś dnia łudzimy się próżną nadzieją, że takiemu nienaturalnemu stanowi rzeczy jak obecny pomożemy przez usunięcie istniejącej nierówności, lecz pozostawiając nietkniętą jej przyczynę; ale wkrótce wykażemy, że rząd to nie przyczyna, lecz skutek, że nie stwarza, lecz jest tworzony — jednym słowem, że jest on wynikiem nierówności posiadania i że ta nierówność jest nierozerwalnie złączona z obecnym systemem społecznym” (str. 33, 36, 37).
„System równości nie tylko pociąga za sobą największe korzyści, lecz ponadto jest najsprawiedliwszy. Każdy człowiek jest ogniwem, i to niezbędnym ogniwem w łańcuchu skutków, który swój początek bierze od idei, by zakończyć się, na przykład, na wytworzeniu sztuki sukna. Z tego, że nasze upodobania do różnych zajęć nie są jednakowe, nie możemy jeszcze wnosić, że praca jednego powinna być lepiej opłacana aniżeli drugiego. Wynalazca, oprócz sprawiedliwego wynagrodzenia w pieniądzach, pobierać jeszcze będzie hołd naszego uwielbienia, które jedynie geniusz może od nas otrzymywać...”