Istniał też związek między budową zgłoski w środku wyrazu i zgłoski początkowej taki, że jeśli pewna grupa zgłosek mogła rozpoczynać wyraz, to zazwyczaj mogła też rozpoczynać i inną zgłoskę. Leskien w swojej gramatyce starosłowiańskiej[1] pisze: »na początku wyrazów stoją następujące stare grupy spółgłosek, które przeto i zgłoskę rozpoczynać mogą: s + n, m, l, p, t, k, v, tr, tv, kl, kr, kv; z + n, l, d, g, v, dr; p + r, l; b + r, l; t + r, v; d + r, v; k + n, r, v; g + n, r, l, v; ch + r, l, v«. Kilka jednak z tych grup wcale się nie spotyka w środku wyrazów, inne zaś zawsze zaczynają zgłoskę i w ten to sposób poprzednia zgłoska była otwarta. Pozatem były też w środku wyrazów niegdyś grupy spółgłosek, należące [pg 12] do dwu sąsiednich zgłosek i te się uprościły, wskutek czego w dawnym języku był okres, w którym prawie zupełnie nie było zgłosek zamkniętych. Jednak znowu z biegiem czasu wskutek czy to przestawienia niektórych głosek, czy też zniknięcia półsamogłosek, powstały nowe grupy spółgłoskowe, które bynajmniej niezawsze wchodziły do jednej zgłoski, lecz przeciwnie, dzieliły się między dwie zgłoski, i wtedy też związek między fonetycznym składem początkowej zgłoski a budową zgłosek innych został prawie zupełnie zerwany. W tem stadjum rozwoju znamy już język polski od czasów najdawniejszych, dostępnych badaniom. Dziś więc zasada oglądania się na początek wyrazu przy dzieleniu na zgłoski może mieć tylko mnemotechniczne znaczenie.
Wiemy dobrze, iż według tej zasady trzeba przedewszystkiem dzielić w środku wyrazów grupy takie, od których się wyrazy nie zaczynają, i istotnie takich grup jest znaczna ilość, że wspomnimy tutaj dla przykładu tylko nn (pan·na), żk (wróż·ka), czn (wdzięcz·ny) i t. d. Ale też i odwrotnie: są takie grupy, które spotykamy na początku wyrazów, a niema ich w środku, np. dzw-, gz-, pch-, tch- (tylko staropolski wyraz: wiotchy) i in.
Stare elementarze, na których dzieci uczono sylabizować, dzieliły wyrazy na zgłoski według tradycji, czy też »poczucia językowego«. Możeby nie było bez korzyści zbadać, czy to dzielenie odbywało się we wszystkich elementarzach jednakowo i jak wielkie u różnych autorów były wahania. W każdym razie dziś na »poczuciu językowem« opierać się trudno wobec aż nazbyt częstych takich kwiatków, jak dzielenie wyrazów prze·dmiot, pod·róż.
Trzeba choć jaki taki porządek wprowadzić, jeśli nie chcemy wrócić do dawnej tradycji (wspomnianej wyżej) z przed drugiej połowy XVI wieku. Obaczmy więc, w jakim stopniu porządek ten wprowadza zasada uchwalona przez Akademję.
Nowe sformułowanie wprawdzie jest ściślejsze i dokładniejsze od dawnego, ale jeszcze nie na tyle ścisłe, aby nie pozostawiało pewnych wątpliwości, które w różny sposób przez piszących rozstrzygane będą, wskutek czego nie będzie i nadal zupełnego ustalenia systemu. Powiedziano bowiem w punkcie drugim, że przenosi się grupa spółgłosek, od której zwykle zaczynają się wyrazy, w punkcie zaś końcowym zaznaczono, że »dzieli się grupa spółgłosek, od której tylko wyjątkowo zaczynają się wyrazy«. Ściślej sformułować tego nie było można, bo wszelkie liczbowe normy były nie do pomyślenia, tak więc pomiędzy »zwykle« a »wyjątkowo« zachodzi jeszcze szerokie pole wahań i niepewności. Jeżeli nowy przepis w pewnym stopniu ogranicza te wahania i wątpliwości, to [pg 13] przedewszystkiem dlatego, źe częściowo przynajmniej oparł się on na zasadzie właśnie fonetycznej, zalecając oddzielanie od następnej spółgłoski wszystkich płynnych (opuszczono w nim n tylko dlatego, że od n + spółgłoska nie zaczyna się żaden wyraz) i na równi z płynnemi postawiono też rz, w i wreszcie j, oraz orzekając, że j nie oddziela się od poprzedniej spółgłoski; a więc przyjęto to, o czem w projekcie Komisji języka polskiego mówił punkt d) »uwagi«.
Z nowego przepisu można też wysnuć konsekwencje fonetyczne odnośnie do innych grup spółgłoskowych, a mianowicie przedewszystkiem do połączeń dwu spółgłosek zwartych lub zwarto-szczelinowych, i to bez względu na to, czy te spółgłoski stoją obok siebie bezpośrednio, czy też są oddzielone jakąś inną; wszystkie bowiem takie połączenia na początku wyrazów trafiają się wyjątkowo, t. j. w bardzo małej liczbie wyrazów, jakkolwiek bywa tak, że te wyrazy są w bardzo częstem użyciu, np. gdy lub który. Wypływa więc z tego zasada: wszystkie zwarte lub zwarto-szczelinowe nie przenoszą się razem do następnego wiersza, lecz zawsze się dzielą, o ile tworzą grupę w środku wyrazów. Stąd dzielić mamy: gąb·ka, gąb·ce, Kac·per, oc·tu, węd·ka, sek·ta, mat·ka i t. d. W grupach, w których dwie zwarte lub zwarto-szczelinowe są przegrodzone inną spółgłoską, dzielenie następuje tak, że ta środkowa spółgłoska musi być traktowana znowu odpowiednio do swojej natury, więc np. płynna oddziela się od spółgłoski następnej w myśl przepisu wyżej podanego: jabł·ko, mędr·ca, Jędr·ka, Piotr·ków.
Również dzielą się wszystkie spółgłoski podwojone, gdyż tylko wyjątkowo mogą rozpoczynać wyraz, np. ssać; dzielić więc trzeba taką grupę: las·so, pan·na, bul·la i t. d. Oczywiście nie bierze się pod uwagę licznych słów, zaczynających się od zs-, choć ta grupa jak ss się wymawia, np. zsadzić, zsiekać, zsunąć i t. d., w środku zaś wyrazów prostych nigdy zs nie piszemy.
Inne kombinacje spółgłosek już się nie poddają tak prostym przepisom, opartym na podstawach fonetycznych. Grupy: zwarta + płynna ustna i zwarta + nosowa spółgłoska wyraźnie się różnią: pierwsze często rozpoczynają wyrazy, toteż w środku nie mają być dzielone: ku·bła, ce·bra, świ·dra, wi·dły, wę·gły, wę·gle, Wę·gry, zwy·kły, cu·kru, kro·pla, ko·pru, świa·tło, wia·tru. Tu także należy rz oraz w, j, które na pierwszem miejscu w grupie zachowują się tak samo jak płynne[2], np. do·brze, koł·drze, Wę·grzy, cu·krzyć, le·dwo, [pg 14] le·dwie, pi·gwa, stą·gwi, sa·kwa, bi·twa, nie·dźwiedź, Ara·bja, kome·dja i t. d. Odwrotnie: zwarta + nosowa rzadko rozpoczynają wyrazy, toteż tę grupę trzeba dzielić: Koc·myrzów, dzieć·mi, bacz·magi, wid·mo, wid·no, więd·nę, styg·mat, lak·mus, ok·no, wstęp·ny, het·man, świet·ny. Trzy tylko grupy stanowią wyjątek: czl i dzl nigdy nie stoi na początku wyrazów, cl wyjątkowo w tej pozycji się spotyka, więc: płacz·liwy, pędz·le, prec·le; a znowu gn dość często zaczyna wyrazy, przeto całą tę grupę trzeba przenosić: bie·gnę, sty·gnie i t. d.
Zwarta z następną szczelinową rzadko rozpoczyna wyraz, o ile tą szczelinową nie jest rz, w, j; wobec tego mamy dzielić: kob·za, pieg·ża, więk·szy. Za wyjątek możnaby uznać wyraz gże·gżółka, bo wyraźnie w nim występuje powtórzenie początkowej grupy spółgłosek. Z innych połączeń wątpliwość wzbudza ks; rozpoczyna ono trzy grupy wyrazów: ksiądz (książę, księżyc, ksieni), księga (ksieniec) i ksyk (ksykać). W wielu wyrazach obcych to połączenie spółgłosek wyrażano przez x, przeto tem bardziej nie należałoby ks dzielić: pła·ksa, ku·ksać, paro·ksyzm, Kser·kses, Ale·ksander, ta·ksa. Tak samo podzielimy weks·larz, tem bardziej że od sl- (o ile je odróżniać od śl-) nie rozpoczynają się wyrazy polskie; ale już różni różnie będą dzielić takie wyrazy jak: Syks·tus lub Syk·stus (por. stać i mnóstwo innych wyrazów, zaczynających się od st-), deks·tryna lub dekstryna (por. stryj, stroić, strumień i t. d.). Jak wreszcie traktować ps? Od tej grupy rozpoczyna się dość wyrazów: psalm, psiak, psuć, psychologja, psykać, a skoro nie można jej uznać za wyjątkową, to jej dzielić nie trzeba: mo·psa, ry·psu, Ter·psychora i t. p., ale znowu zachodzą wątpliwości, jak dzielić: kieps·ki czy kiep·ski, kieps·cy czy kiep·scy, gryps·nąć czy gryp·snąć, caps·trzyk czy cap·strzyk, chłops·two czy chłop·stwo. Zapewne znaczna większość piszących dzielić będzie: chłop·ski, chłop·stwo analogicznie do innych tego rodzaju formacyj, np pań·ski, pań·stwo, królew·ski, króle·stwo i t. d.
Ze szczelinowych h od następnej spółgłoski zawsze się oddziela, gdyż niema wyrazów zaczynających się od takiej grupy. Zato ch często rozpoczyna wyrazy w połączeniu z ł, l, r, rz, w, j, należy więc w środku wyrazu grup tych nie dzielić: cho·chla, ry·chło, czo·chrać, wi·chrzyć, żu·chwa, Monachoma·chja. W innych połączeniach ch na początku wyrazów nie zachodzi wcale, albo tylko rzadko, wobec czego należy dzielić: kuch·ta, kuch·cik, Marych·na, bach·mat. W cudzoziemskich wyrazach: bh, ph, dh, th, kh, gh uważane są za jedną spółgłoskę, jak nasze ch, i nigdy się nie dzielą.