Capri1
Zbiegłem do stóp skalistej wysepce — —
była cicha godzina poranna,
woda jasna, szafirowo-szklanna,
cicho dzwoni u brzegów i szepce.
Jeszcze, zda się, kołyszą się wianki
róż kwitnących w tej wodzie przezroczej2,
które tutaj zrzuciły z warkoczy
przed wiekami cezarów kochanki.
Jeszcze, zda się, pierzchnąć nie zdołało