Kędyś, szafirze niebios, morza błękicie,
Wobec ócz3 ukochanej?
Kędyś, szumie jaworów i śpiewie ptaków
W wiosenne rano,
Wobec głosu ukochanej?
Kędyś, ciszo grot pośród paproci,
Pod gęstymi zaplotami bluszczów,
Wobec milczenia ukochanej?
Kędyś jest, śniegu, różowiony blado
Od blasku słońca,