Na wiosnę

Niegdyś, kiedy się wiosna zalśniła w przezroczu,

marzyły mi się bóstwa żywiołów ocknięte,

lasów bogi szumiące i przejasne, święte

nimfy, rodzące kwiaty spojrzeniem swych oczu,

Zdało mi się, że stojąc kędyś1 na uboczu,

jak malarz spoza wiklin w wodzie rozpierzchnięte

podpatruje dziewczyny, ich nagą ponętę,

błękit ciała wśród fali i rosę w warkoczu:

tak ja patrzę na nagie młode bóstwa wiosny,