lecz nie rażący jaskrawo źrenicy.

I głusza kotlin i jakby harmonii

leśnej podźwięki i wielka, niezmienna

spokojność jezior widnych w oddaleniach — —

i w owej pustej, niezgłębionej toni

myśl ma zawisa nieruchoma, senna,

podobna orłom, co zasną w przestworzach560.

Dokonywało się zatem znamienne zrównanie: krajobraz rzeczywisty, skoro posiadał odpowiednie cechy nastrojowe, w klimacie polskim cechy jesieni, stawał się krajobrazem duszy modernistycznej, a ten ze swojej strony dążył głównie do tego właśnie wyrazu. Lecz i zima mogła służyć temu zrównaniu, jak w Nokturnie Micińskiego:

Las płaczących brzóz

śniegiem osypany,