Nirwano! Pochyl ku mnie twarz matowo-bladą,

ściągłą, z bladymi usty i czołem z marmuru,

kędy się zamyślenia nieskończone kładą

jak mgławice na morzu chłodnego lazuru.

Zwróć na mnie oczy twoje, błękitnych wód tonie,

głębokie, nieruchome, spod przymgleń świetliste,

jak miesiąc, co za mgłami przezroczymi płonie,

przetajając w nich światło niebieskosrebrzyste244.

Ta nirwana zachowuje się zupełnie jak kochanka. Czar subtelnej zmysłowości splata się z niezdrową radością niepamięci. Jest melancholijne zakłamanie w stanowisku, które rzekomo ma wyzwolić poetę od nędzy istnienia, a właściwie przechodzi w perwersję, która kochankę ziemską żegna poczuciem samotności, a kochankę-nirwanę wita oczekiwaniem wyrafinowanych, nieznanych dreszczów, przybiera w niezwykłe kształty, w określenia poetyckie pełne subtelnych upiększeń. Tetmajer nie był wyjątkiem. Oto wiersz Leszczyńskiego:

Nirwano, zstąp!