Leje do uszu; na kształt pacholęcia,

Co od matczynej usypia piosenki,

Tak w sen mnie tuli, tak ciągnie, gdzie liście

W jedwabne łoże rozściela na przyjście

Moje nenufar przewonny, przemiękki!

Wieczystej ciszy,

Co taką wonią naokoło dyszy.

Zawitaj, słodka zwiastunko, zawitaj,

Śmierci! w swój uścisk całego mnie chwytaj

I wiedź — ku ciszy! 247