Skoro już przy Cudach odbywa się licytacja na nazwiska, dwa jeszcze chciałbym wysunąć. Rzecz jasna, w ramach zaproponowanego w metaforze o odkrywce sposobu rozumienia podobnych styczności: Chagall269 i Nikifor270. Oni też stoją u wspólnego źródła. Występują w Cudach, w ciemnym nurcie tego zbioru, kompozycje poetyckie całkiem jak w malarstwie Chagalla:

Zima. Księżyc-cielę, jego łeb czerwony

pcha się, gdzie trzeba i nie trzeba, uliczkami przedmieścia,

a za miastem, każdy jak saper z łopatą czekającą na swą kolej,

tańczą garbusi swój koniec przed śmiercią.

[...........]

I tylko jedna para między nimi

tkwi nieruchomo w nocy czarnych strączkach.

Nie myśl o tym — mówi on i podaje jej papierową różę,

ale ona uśmiecha się blado i drży jej cieniutka rączka.