W miasteczku oznacza ta gospodarka targ i karczmę każdego tygodnia. W mieście sanie skrzypiące przed świtem i bańkę z mlekiem bulgocącą na schodach, i powiązane do podpałki smolne szczapy, i koszyk z jajkami pomiędzy sieczką. Bo drobnotowarowe obroty na wsi popańszczyźnianej dokonują się na ogół osobiście. Ten sprzedaje, kto wytworzył.
Wystarczy nieco dokładniej, od strony tego, co może uzyskać estetyczną aprobatę, spojrzeć na składniki związane z tym drobnotowarowym wyglądem rzeczy wiejskiej w Polsce, a otrzymamy taki np. wiersz:
Pachnieją mirtem młode sady przy wodzie,
kiedy odjeżdżam, a w rozkosznej pogodzie
pastwisko znowu po ulewie obsycha,
ręczna harmonia mosty otwiera z cicha.
Już słońce w liściach jabłka kołysze płowe,
zagląda w strumień, a cierniki jak owies.
Rechocą żaby, mosiężna dzwoni uprząż,
księżyc jak jastrząb wśród osik srebrnych uwiązł.