Kiedy otwieramy czwarty z kolei zbiór poezji Tadeusza Nowaka369, a pierwszy naprawdę jego własny, Jasełkowe niebiosa (Warszawa 1957), zrazu się wydaje, że nic się nie zmieniło w tych drobnotowarowych obrotach poetyki. Dalsza lektura pokazuje, że zmieniło się bardzo wiele. Lecz po porządku! Pod lasem nic się nie zmieniło, ten liryk otwiera całość tomiku:

To wszystko dawno mi się śniło:

suche żelazo naszych rąk,

pogańskie dziecko pod kobyłą

i nocą ptak gwiżdżący z łąk.

I wystarczyło spojrzeć wstecz,

aby nad głową pochyloną ujrzeć,

jak płytką rzekę — miecz

i chmur kręcące się wrzeciono.

Dzisiaj owsiane światło żniwa