Oczywista, że chodzi o sprawy szersze, że adres pobitych sekretnie nie tylko pewnej grupy poetyckiej dotyczy. Jest to zarazem rozprawa z wsią tradycyjnej biedy, zakrzepłą w swoim obyczaju, wierzeniach i nałogach. Bodaj najpiękniej wypada ona w Drewnianych twarzach. Bo tam adresatem jest światek sztuki ludowej, obyczaju folklorystycznego, poniekąd światek Czyżewskiego, późnego Kasprowicza. Bo z ironią i potępieniem miesza się jednak sentyment, a przecież — nie zwycięża. Posłuchajmy:

Z drewna są nasze twarze.

Rozsądek nasz drewniany

po świecie iść nam każe

z rękami obok ściany.

Cóż uczynimy, mędrcy śmieszni,

wierni zabawie cudotwórcy.

Na białe śniegi ludzie weszli.

Drewno się naszych twarzy kurczy.

Jak to dobrze pod drewno