Padają na puch brzoskwini.

(Campo di Fiori)

Tak się przecież rozpoczyna bolesny wiersz o getcie warszawskim. Dlatego pojawia się u Miłosza arkadyjskie marzenie oogrodach, które się mienią „jak wielkie, ciche i łagodne morza”. Nie dziwimy się przeto, że te arkadie poetyckie stają się niekiedy podobne tak wyobrażonym ogrodom szczęśliwości, jak to czynili Jordaens czy Rubens507, Flamandzi zasobni w jadło i wyżej je ceniący od rokokowych parków. Miłosz, chociaż na równi ceni wystrzyżone i wygładzone parki, westchnie niekiedy za utraconą obfitością jadła i napojów. Nie znam z historii malarstwa obrazu, który by tak przedstawiał ucztę w Kanie Galilejskiej:

Alkohole! Koniaki jak jesienne sady,

Pachnące z cierpkich jagód wyciągi jałowca,

Jabłeczniki, burgundy, miody, cytronady,

Piwa na pulchniejących wypasane drożdżach.

A kiedy żółte słońce uderzy w galerie

I w rzędach szkieł bryzgami czerwieni się złamie,

Lustra pocisk jasności jak pianę rozerwie: