trzasnąć. Z trwogą, z drżeniem! Aż zęby dzwoniły ze strachu! Było

mi tak, jakobym ja tam był w środku kruszony! Zawsze wiedzia-

łem, że muszę źle skończyć! )

Najpierw zatem był młynek do kawy.

A może to się tylko tak zdawało, bo w chwilę potem stał już tam młyn z wiatrakiem.

A stał ten młyn na morzu, na linii horyzontu, na samym jej środku.

Cztery skrzydła obracały się z trzaskiem. Pewno kogoś kruszyły.

(Potępiony)

widzę:

w śmietniskach Chwały Fabrycznej