mówimy: dobranoc kochana.

Zegar bije wiatr nadyma firankę gasimy światło.

I pogrążamy się w nicość

jeszcze wtedy pewni, żeśmy rzeką żywą. Żywą rzeką

która tylko pociemniała — okresowo — wdowa — okresowo — po dziennym świetle

(ono wróci, ono musi jak skurcz po rozkurczu)

a lemury na pociemniałym jej nurcie

to przywidzenia lunatyczne.

(Wiersze somatyczne)

Wspomnianego katalogu nie sposób ilustrować problemem po problemie. Więc tylko wyliczam utwory w sposób dyskursywny mówiące o tym zapleczu filozoficznym. Czytelnik sam zechce je przyporządkować do odpowiednich zagadnień. „Być myszą. Najlepiej polną”, Widzenie, „Czemu mnie z trumny wyciągasz”, Trzy sonety, „Tu nie istnieje przestrzeń”, Arytmetyka, Przed weimarskim autoportretem Diirera, czwarty z Nokturnów, Czym jest? czymże?, Sen, Podróż, Kaligrafie, „Jeżeli wyraz „istnieje” ma mieć sens”, Przypomnienie, Wiersze somatyczne.